Oh!
Zgroza, zgroza sierpnia dwudziestego piątego!
Usunięto dziś z SB Infernala pociesznego…
Biada Ci, bada, o niecny, straszny Calebie!
Było nam tu bowiem z Infem jak w niebie;
Pantofle, siki, kupa i twoje stare,
Mieliśmy tematów tutaj całą chmarę.
Gdy tymczasem, Ty! Nie wiadomo skąd i kiedy!
Odpaliłeś swe mroczne, banniczne torpedy!
Zalałeś SB żółcią swą i tyranią straszną,
Posłałeś Infa na tułaczkę pokraczną.
Biada! Biada Ci, Miraiu Calebie!
Tak się nie zachowują nawet świnie, w chlewie.
Biedny, wykastrowany z pisania w krzyczpudle…
Więcej radości z życia mają nawet kundle!
Nie godzi się traktować tak zacnego człowieka,
Który wciąż ssie z matczynego cycka mleka!
A Enzo! Enzo najmocniej oszalał z rozpaczy,
Był to bowiem kompan jego bliźniaczy.
Lecz co tam; Ciebie obchodzić to nie może!
Co za tyran! Pomóż nam Jezusie, Mario, Boże!
Damy radę; zacisnąć mocno zęby będzie trzeba,
I może znów nastaną tu kiedyś czasy nieba.
Nie spełni się to jednak bez Enza i Infernala,
Nawet przy ofercie darmowego anala.
